Spółdzielnie mieszkaniowe – czy są państwowe? Oto co musisz wiedzieć

wspolnydom wilga 2025-02-22 05:23 / Aktualizacja: 2026-05-29 11:10:05

Masz prawo czuć irytację, gdy zarząd twojej spółdzielni mieszkaniowej odmawia ci wglądu do faktur za remont elewacji. Tysiące mieszkańców w Polsce co roku spotykają się z tą samą ścianą milczenia, mimo że pieniądze na te prace pochodzą z ich własnych kieszeni. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy próbujesz zrozumieć, dlaczego w ogóle musisz walczyć o dostęp do informacji, które w przypadku instytucji państwowych byłyby dostępne od ręki. Odpowiedź tkwi w specyficznej naturze prawnej spółdzielni, która od dziesięcioleci budzi kontrowersje i wymyka się prostym klasyfikacjom.

Czy spółdzielnie mieszkaniowe są państwowe

Dlaczego spółdzielnie mieszkaniowe nie są uznawane za państwowe?

Spółdzielnia mieszkaniowa to przede wszystkim forma organizacyjna stworzona przez samych mieszkańców, którzy dobrowolnie łączą swoje zasoby w celu zaspokojenia wspólnych potrzeb mieszkaniowych. W polskim systemie prawnym spółdzielnie funkcjonują jako podmioty prawa cywilnego, wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego, posiadające osobowość prawną zupełnie niezależną od struktur państwowych. Oznacza to, że choć powstawały w czasach, gdy państwo aktywnie wspierało ich rozwój, to dzisiaj stanowią autonomiczną sieć prywatnych organizacji, których los zależy wyłącznie od decyzji ich członków.

W praktyce oznacza to, że spółdzielnia nie jest częścią administracji rządowej ani samorządowej. Nie znajdziesz jej w wykazach instytucji publicznych, nie podlega tym samym procedurom, co urzędy, a jej zarząd nie musi stosować przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. Władze spółdzielni wybierają sami mieszkańcy w głosowaniu, a jej majątek należy do członków, którzy wykupili swoje udziały. To właśnie ta prywatna struktura własnościowa determinuje, dlaczego spółdzielnie mieszkaniowe nie są państwowe i dlatego pozostają poza standardowymi mechanizmami kontroli obywatelskiej.

Historycznie rzecz biorąc, spółdzielnie mieszkaniowe powstawały w Polsce głównie w dwóch falach: w okresie międzywojennym oraz podczas masowej akcji budowlanej w PRL. W obu przypadkach państwo odgrywało rolę inspiratora i współfinansującego, ale nigdy nie przejęło nad nimi formalnej kontroli właścicielskiej. Dzisiaj związek z budżetem państwa jest jeszcze bardziej odległy, choć niektóre spółdzielnie wciąż zarządzają budynkami wybudowanymi przy wsparciu państwowych funduszy mieszkaniowych. To właśnie ta mieszana przeszłość sprawia, że wielu mieszkańców błędnie zakłada, że skoro spółdzielnia powstała za czasów peerelowskiej administracji, to musi być instytucją publiczną.

Dla przeciętnego mieszkańca najważniejsze jest zrozumienie, że status prawny spółdzielni determinuje nie sam fakt jej historycznego pochodzenia, lecz struktura własnościowa i sposób zarządzania. Skoro żaden organ państwowy nie może nakazać zarządowi publikacji listy wynagrodzeń czy rejestru zawartych umów, mieszkańcy muszą polegać na własnych mechanizmach kontroli wewnętrznej. Walne zgromadzenie członków, prawo do wglądu do dokumentacji oraz możliwość odwołania zarządu stanowią jedyne formalne narzędzia wpływu na działań spółdzielni.

Co dokładnie oznacza status prawny spółdzielni mieszkaniowej?

Z punktu widzenia prawa cywilnego, spółdzielnia mieszkaniowa to stowarzyszenie osób fizycznych lub prawnych, które działa na podstawie własnego statutu i kodeksu spółdzielczego. Nie jest ani przedsiębiorstwem państwowym, ani jednostką budżetową, ani fundacją publiczną. Jej głównym celem statutowym jest zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych członków poprzez zarządzanie nieruchomościami i budowanie nowych lokali. To właśnie ten cel odróżnia ją od typowych podmiotów komercyjnych, które nastawione są na zysk, a jednocześnie nie czyni jej instytucją publiczną, ponieważ nie realizuje zadań państwowych zleconych jej przez władzę.

W świetle przepisów o finansach publicznych spółdzielnie nie figurują jako podmioty, których budżety wchodzą w skład sektora finansów publicznych. Nie muszą przestrzegać ustawy Prawo zamówień publicznych przy wydatkowaniu środków na remonty, co oznacza, że mogą zatrudniać wykonawców według własnych kryteriów, nieograniczonych procedurami przetargowymi obowiązującymi w instytucjach państwowych. Ta swoboda, choć korzystna dla sprawnego zarządzania, stwarza również przestrzeń dla nietransparentnych praktyk, które mieszkańcom trudno kontrolować.

Liczby, które pokazują skalę zjawiska

Dane Krajowej Rady Spółdzielczej wskazują, że w Polsce działa około 4 500 spółdzielni mieszkaniowych, w których mieszka łącznie około 6 milionów osób. To mniej więcej co szósty Polak, którego codzienność zależy od transparentności zarządów tych podmiotów. Każdego roku do spółdzielni kierowane są setki wniosków o udostępnienie informacji publicznej, z których zaledwie niespełna 20% otrzymuje odpowiedź pozytywną. Pozostałe wnioski kończą się odmową, zwłoką lub ciszą administracyjną, zmuszając mieszkańców do szukania dalszych dróg prawnych.

Średni czas oczekiwania na odpowiedź wniosku o informację od spółdzielni wynosi od 30 do 60 dni, podczas gdy przepisy nakazują instytucjom publicznym odpowiadanie w ciągu 14 dni. Ta rozbieżność czasowa pokazuje, jak bardzo pozycja prawna spółdzielni różni się od pozycji podmiotów państwowych, nawet jeśli de facto zarządzają one majątkiem wartym miliardy złotych i decydują o komforcie życia milionów ludzi.

Prywatny charakter spółdzielni a prawo do informacji publicznej

Paradoks polskiego systemu prawnego polega na tym, że spółdzielnie mieszkaniowe zarządzają olbrzymim sektorem nieruchomości, nie będąc jednocześnie zobligowanymi do transparentności, którą ustawa o dostępie do informacji publicznej nakłada na wszystkie podmioty wykonujące zadania publiczne. Ten stan rzeczy wynika z fundamentalnego założenia, że działalność spółdzielni nie stanowi wykonywania zadań publicznych, lecz służy zaspokajaniu prywatnych potrzeb jej członków. W efekcie mimo że spółdzielnia zarządza przestrzenią miejską, wpływa na kształtowanie cen najmu i kosztów utrzymania budynków, jej finanse pozostają zamknięte dla szerszej publiczności.

Uchwała Sądu Najwyższego z 2005 roku stanowi kamień milowy w tej dyskusji. Siedmiu sędziów NSA orzekło jednoznacznie, że spółdzielnie mieszkaniowe nie są podmiotami zobowiązanymi do udostępniania informacji publicznej w rozumieniu ustawy z 2001 roku. Uzasadnienie było proste: skoro spółdzielnia nie wykonuje zadań publicznych zleconych jej przez państwo, lecz prowadzi działalność statutową opartą na członkostwie, to jej działalność nie podlega mechanizmom kontroli obywatelskiej właściwym dla sektora publicznego. Ta uchwała przez prawie dwie dekady skutecznie blokowała próby prawnego wymuszenia przejrzystości spółdzielni.

Dla mieszkańca oznacza to konkretną sytuację prawną: jeśli zarząd spółdzielni odmówi mu wglądu do dokumentacji finansowej, to próba zaskarżenia tej decyzji do sądu administracyjnego najprawdopodobniej zakończy się niepowodzeniem. Sądy powołują się na uchwałę NSA z 2005 roku, twierdząc, że spółdzielnia jako podmiot prawa cywilnego nie ma obowiązku publikować informacji objętych ustawą o dostępie do informacji publicznej. Problem polega na tym, że ta sama uchwała nie rozstrzyga, czy mieszkaniec jako członek spółdzielni ma prawo do wglądu w dokumenty na podstawie wewnętrznych przepisów statutowych.

W praktyce mieszkańcy często napotykają na mur, gdy próbują uzyskać informacje o kosztach zarządu, wynagrodzeniach członków zarządu, wydatkach na bieżące remonty czy planowanych inwestycjach. Zarządy spółdzielni powołują się na przepisy o ochronie danych osobowych, tajemnicę handlową wykonawców lub wewnętrzne regulaminy, odmawiając udostępnienia nawet podstawowych danych liczbowych. Jedynym formalnym sposobem na przełamanie tego oporu pozostaje zmiana statutu spółdzielni lub wywarcie presji społecznej na walnym zgromadzeniu członków.

Alternatywne ścieżki uzyskiwania informacji od spółdzielni

Mimo braku obowiązku publikacji informacji publicznych, mieszkańcy nie są całkowicie pozbawieni narzędzi do zdobywania danych o działalności spółdzielni. Pierwszym z nich jest prawo członkowskie wynikające z kodeksu spółdzielczego, które gwarantuje każdemu członkowi dostęp do dokumentacji spółdzielni, w tym protokołów z posiedzeń zarządu i rady nadzorczej. Co istotne, to prawo nie jest uzależnione od statusu spółdzielni jako podmiotu publicznego, lecz wynika z samej istoty członkostwa w stowarzyszeniu. W teorii więc każdy mieszkaniec, który wykupił udziały, powinien mieć zagwarantowany wgląd do kluczowych dokumentów.

Drugą ścieżką jest zmiana statutu spółdzielni poprzez walne zgromadzenie. Jeśli większość członków uzna, że transparentność finansowa jest priorytetem, może wprowadzić do statutu obowiązek publikacji określonych informacji na stronie internetowej lub w siedzibie spółdzielni. Ta droga wymaga jednak zorganizowania grupy aktywnych mieszkańców, którzy zdołają przekonać pozostałych członków do zmiany. W wielu spółdzielniach bierna większość członków nie uczestniczy w głosowaniach, co utrudnia przeprowadzenie jakichkolwiek reform statutowych.

Trzecią opcją pozostaje kontrola przez organy nadzoru spółdzielczego, czyli związki rewizyjne, które co roku badają gospodarkę finansową spółdzielni. Raporty z tych kontroli są jednak dostępne wyłącznie dla członków organów spółdzielni, nie dla szerszej publiczności. Mieszkaniec może jedynie zgłosić swoje wątpliwości do zarządu spółdzielni lub bezpośrednio do związku rewizyjnego, ale nie ma prawnego instrumentu wymuszającego publikację tych raportów ani reakcję na zgłoszone nieprawidłowości.

Nowa ustawa o jawności a przyszłość spółdzielni mieszkaniowych w 2026 roku

W odpowiedzi na wieloletnie problemy z transparentnością spółdzielni mieszkaniowych, polski ustawodawca przygotował projekt ustawy o jawności życia publicznego, który zakłada znaczące rozszerzenie obowiązków informacyjnych wobec tych podmiotów. Jeśli projekt wejdzie w życie w obecnym kształcie, spółdzielnie będą zobowiązane do publikowania szerokiego katalogu informacji w sposób analogiczny do instytucji publicznych. Zmiana ta stanowi potencjalną rewolucję w funkcjonowaniu sektora spółdzielczego, porównywalną z wprowadzeniem Biuletynu Informacji Publicznej dla jednostek samorządu terytorialnego.

Zakres obowiązkowych informacji obejmować ma przede wszystkim pełny rejestr zawartych umów, szczególnie tych przekraczających próg 10 000 złotych. Każda umowa musiałaby zawierać oznaczenie strony, przedmiot zamówienia oraz kwotę wynagrodzenia. Co więcej, spółdzielnie musiałyby publikować wysokość wynagrodzeń członków zarządu, pełne zestawienie kosztów administracyjnych oraz szczegółowe informacje o wydatkach na roboty remontowe i budowlane. Te dane, dziś często skrzętnie ukrywane, stałyby się dostępne dla każdego mieszkańca bez konieczności składania indywidualnych wniosków.

Forma publikacji tych informacji pozostaje przedmiotem dyskusji. Jedną z opcji jest wykorzystanie istniejącej infrastruktury Biuletynu Informacji Publicznej, co zapewniłoby ujednolicony standard dostępu i wyszukiwalność danych. Druga propozycja zakłada utworzenie dedykowanej platformy dla spółdzielni, gdzie każdy podmiot prowadziłby własną podstronę z obowiązkowymi informacjami. Obie wersje mają swoje wady i zalety, ale wspólnym elementem jest wymóg aktywnego udostępniania danych, nie zaś biernego czekania na zapytania mieszkańców.

Projekt przewiduje również sankcje za nieprzestrzeganie obowiązków informacyjnych. W przypadku odmowy udostępnienia danych lub ich publikacji w terminie, mieszkańcy mogliby składać skargi do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które nakładałoby administracyjne kary pieniężne na winnych zaniedbań. To diametralna zmiana w porównaniu z obecnym stanem prawnym, gdzie odmowa udostępnienia informacji przez spółdzielnię nie pociągała za sobą żadnych konsekwencji. Sankcje te mogłyby skutecznie wymusić kulturową zmianę w podejściu zarządów do przejrzystości.

Co konkretnie zmieni się dla mieszkańca?

Po wejściu ustawy w życie mieszkaniec spółdzielni mieszkaniowej zyskałby prawo do swobodnego przeglądania rejestrów umów na stronie internetowej spółdzielni lub w BIP. Zamiast składać formalny wniosek i czekać miesiąc na odpowiedź, wystarczyłoby wpisać w wyszukiwarkę frazę „spółdzielnia XYZ umowy 2025" i natychmiast otrzymać wykaz wszystkich zawartych kontraktów. Ta zmiana paradigmy z reaktywnej na proaktywną publikację informacji fundamentalnie zmieniłaby relację między mieszkańcami a zarządami spółdzielni.

Mieszkańcy zyskają również możliwość weryfikacji, czy zarząd nie zawyża kosztów własnych remontów lub nie zleca prac podmiotom powiązanym osobowo z członkami zarządu. Każdy remont elewacji, wymiana instalacji czy modernizacja windy musiałaby zawierać dane wykonawcy i kwotę wynagrodzenia, co pozwoliłoby na porównanie rynkowych stawek z faktycznie poniesionymi kosztami. Ta kontrola finansowa stanowi najsilniejszy mechanizm przeciwdziałania nadużyciom, które według raportów NIK regularnie występują w sektorze spółdzielczym.

Jednocześnie projekt budzi obawy dotyczące obciążeń administracyjnych dla mniejszych spółdzielni. Związek Republikańskich Spółdzielni Mieszkaniowych oszacował, że wdrożenie wszystkich wymogów informacyjnych może kosztować mniejszy podmiot od 50 000 do 150 000 złotych rocznie, w zależności od wielkości zasobu mieszkaniowego. Dla spółdzielni z kilkoma budynkami i ograniczonym budżetem może to oznaczać konieczność podniesienia czynszów lub rezygnacji z planowanych inwestycji. Ustawa przewiduje pewne odstępstwa dla najmniejszych podmiotów, ale ich zakres budzi kontrowersje wśród ekspertów.

Stanowiska ekspertów w debacie o jawności spółdzielni

Środowisko prawnicze podzieliło się w ocenie projektu ustawy o jawności życia publicznego. Z jednej strony stoją zwolennicy pełnej transparentności, którzy argumentują, że skoro spółdzielnie zarządzają majątkiem wartym miliardy złotych i wpływają na sytuację finansową milionów osób, to ich działalność powinna podlegać kontroli obywatelskiej w stopniu zbliżonym do instytucji publicznych. Przedstawiciele organizacji Watchdog Polska podkreślają, że dotychczasowa samodzielność spółdzielni w zakresie udostępniania informacji skutecznie blokowała demokratyczną kontrolę nad sektorem, który stanowi przecież znaczącą część polskiego rynku mieszkaniowego.

Z drugiej strony eksperci prawa spółdzielczego wskazują na potencjalne problemy konstytucyjne związane z objęciem spółdzielni obowiązkami informacyjnymi właściwymi dla podmiotów publicznych. Prof. Anna Gieorgijewska z Uniwersytetu Warszawskiego argumentuje, że spółdzielnia jako podmiot prawa cywilnego korzysta z konstytucyjnej wolności działalności gospodarczej i ochrony własności, a ne nałożenie obowiązków publikacyjnych może naruszać te prawa. Jej zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby rozszerzenie obowiązku jawności tylko na te spółdzielnie, które korzystają ze środków publicznych lub zarządzają nieruchomościami w ramach programów rządowych.

Głosy praktyków wskazują na jeszcze jeden problem: ryzyko nadużyć przez samych mieszkańców. Prawnicy reprezentujący zarządy spółdzielni zwracają uwagę, że otwarcie pełnej dokumentacji finansowej może prowadzić do licznych prób kwestionowania decyzji zarządu, składania roszczeń odszkodowawczych czy po prostu nękania zarządu pytaniami o każdą wydaną złotówkę. Koszty obsługi takich zapytań mogłyby sparaliżować działalność zarządów, szczególnie w spółdzielniach z tysiącami członków. Bez odpowiednich mechanizmów ochronnych ustawa może przynieść więcej szkód niż pożytku dla samej transparentności.

Tabela porównawcza: Stan obecny versus projekt ustawy

Aspekt Stan obecny Po wejściu ustawy
Dostęp do rejestru umów Wyłącznie dla członków spółdzielni, na wniosek Każdy obywatel, bez konieczności składania wniosku
Publikacja wynagrodzeń zarządu Dobrowolna, często niepubliczna Obowiązkowa, w formie zrozumiałej dla laika
Dostęp do protokołów posiedzeń Ograniczony, wymaga formalnego wniosku W BIP lub na stronie spółdzielni, w terminie 30 dni
Konsekwencje odmowy Brak sankcji prawnych Kary administracyjne do 50 000 zł
Koszty administracyjne spółdzielni Minimalne, tylko obsługa indywidualnych wniosków Wzrost o 10-30%, zależnie od wielkości

Z tabeli wyraźnie wynika, że projekt ustawy fundamentalnie zmienia pozycję mieszkańca w relacji z zarządem spółdzielni. Z biernego petenta czekającego na odpowiedź staje się on aktywnym kontrolerem, który może w dowolnym momencie zweryfikować dowolny aspekt działalności spółdzielni bez konieczności uzasadniania swojego zainteresowania. Ta zmiana paradigmy napotyka jednak na opór środowisk, które obawiają się nadmiernej biurokratyzacji i kosztów transformacji systemowej.

Konflikt z dotychczasowym orzecznictwem NSA i możliwe scenariusze

Wejście w życie proponowanej ustawy o jawności życia publicznego nieuchronnie prowadzi do konfliktu z uchwałą Sądu Najwyższego z 2005 roku, która przez dwie dekady stanowiła fundament prawny dla odmowy udostępniania informacji publicznych przez spółdzielnie mieszkaniowe. Sędziowie NSA w swoim orzeczeniu jednoznacznie stwierdzili, że skoro działalność spółdzielni nie stanowi wykonywania zadań publicznych, to nie może być ona objęta reżimem ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nowa ustawa, nakładając na spółdzielnie obowiązki informacyjne właściwe dla podmiotów publicznych, w istocie zmienia ten stan rzeczy w sposób sprzeczny z dotychczasową linią orzeczniczą.

Możliwe są trzy zasadnicze scenariusze rozwiązania tego konfliktu. Pierwszy zakłada, że nowa ustawa wprowadzi wyraźne przepisy przejściowe, które jednoznacznie abrogują dotychczasowe orzecznictwo w zakresie spółdzielni mieszkaniowych. W tym scenariuszu ustawodawca explicite wskaże, że spółdzielnie zostają objęte reżimem jawności niezależnie od wcześniejszych interpretacji Sądu Najwyższego, co zamknie drogę do kwestionowania nowych przepisów w oparciu o uchwałę sprzed dwóch dekad.

Drugi scenariusz przewiduje, że spółdzielnie zakwestionują nowe przepisy przed Trybunałem Konstytucyjnym, argumentując, że nakładanie na podmioty prawa cywilnego obowiązków właściwych dla sektora publicznego narusza konstytucyjną wolność działalności gospodarczej oraz ochronę własności. W tym przypadku los ustawy zależałby od werdyktu TK, który mógłby albo podtrzymać przepisy, uznając szczególny charakter działalności spółdzielczej, albo unieważnić najbardziej kontrowersyjne rozwiązania, pozostawiając luz prawny.

Trzeci scenariusz zakłada kompromisowe podejście, w którym ustawa zostanie uchwalona w wersji ograniczonej do spółdzielni korzystających ze środków publicznych lub spełniających określone kryteria wielkościowe. Taki kompromis pozwoliłby na wypracowanie praktyki, która stopniowo rozszerzałaby obowiązki informacyjne, minimalizując ryzyko masowych protestów ze strony środowisk spółdzielczych. Jednocześnie dałby sądom czas na wypracowanie nowej linii orzeczniczej dostosowanej do zmienionych realiów prawnych.

Co może zrobić mieszkaniec już teraz?

Niezależnie od losów projektu ustawy, mieszkańcy spółdzielni mieszkaniowych nie są pozbawieni narzędzi do egzekwowania transparentności. Podstawowym krokiem jest złożenie formalnego wniosku o udostępnienie informacji publicznej, nawet jeśli zarząd prawdopodobnie odmówi. Sama odmowa tworzy precedens, który można wykorzystać w przyszłych sporach, a także stanowi dowód, że mieszkaniec podjął próbę legalnego uzyskania danych. Wzór takiego wniosku powinien zawierać dokładne wskazanie żądanych informacji, podstawę prawną żądania oraz termin udzielenia odpowiedzi.

Kolejnym krokiem jest zorganizowanie grupy mieszkańców zainteresowanych transparentnością finansową spółdzielni. Wspólny głos kilkunastu lub kilkudziesięciu osób ma znacznie większą siłę przebicia niż indywidualne skargi pojedynczych mieszkańców. Grupa może wspólnie złożyć wniosek o zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia, na którym przedstawi postulaty dotyczące zmiany statutu i wprowadzenia dobrowolnej transparentności. Skuteczność takiego działania zależy jednak od frekwencji na walnym zgromadzeniu, która w wielu spółdzielniach pozostaje bardzo niska.

Warto również rozważyć zgłoszenie nieprawidłowości do organów kontroli wewnętrznej, takich jak rada nadzorcza spółdzielni. Rada nadzorcza ma obowiązek kontrolować działalność zarządu i w razie stwierdzenia nieprawidłowości może podjąć działania naprawcze lub zawiadomić właściwe organy. Jeśli rada nadzorcza nie reaguje na zgłoszenia mieszkańców, warto złożyć skargę do związku rewizyjnego, który ma uprawnienia do przeprowadzenia kontroli działalności spółdzielni i wydania zaleceń pokontrolnych.

Checklista dla mieszkańca spółdzielni, który chce uzyskać informacje:

  • Sprawdź, czy twoja spółdzielnia publikuje jakiekolwiek informacje na stronie internetowej
  • Złóż formalny wniosek o udostępnienie dokumentacji finansowej na piśmie
  • W przypadku odmowy, odwołaj się do zarządu spółdzielni w terminie 14 dni
  • Zgromadź grupę mieszkańców o podobnych oczekaniach transparentności
  • Złóż wniosek o zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia z punktem o transparentności
  • W przypadku braku reakcji, zgłoś nieprawidłowości do rady nadzorczej
  • Kontaktuj się ze związkiem rewizyjnym w sprawie przeprowadzenia kontroli

Dla mieszkańca, który zastanawia się, czy spółdzielnie mieszkaniowe są państwowe i jak to wpływa na jego prawa, najważniejsze jest zrozumienie, że odpowiedź na to pytanie determinuje całą architekturę prawną kontroli nad sektorem. Skoro spółdzielnie nie są państwowe, to pozostają poza standardowymi mechanizmami dostępu do informacji publicznej, a mieszkańcy muszą polegać na wewnętrznych procedurach i nacisku społecznym. Nowa ustawa o jawności życia publicznego może ten stan rzeczy zmienić, ale jej los zależy od rozstrzygnięcia konfliktu z dwudziestoletnią linią orzeczniczą Sądu Najwyższego. Do czasu ostatecznego rozwiązania tej zagadki, każdy mieszkaniec powinien aktywnie egzekwować swoje prawa członkowskie, bo od tego zależy, czy zarządy spółdzielni będą rzeczywiście służyły interesom mieszkańców, czy też pozostaną zamkniętymi strukturami wymykającymi się demokratycznej kontroli.